Drugie Boże przykazanie : powieść cz. 1 (Jeż Teodor Tomasz)
Strona 9
Poderniszki były własnością Wiczów.
Rodzina ta nie doszła nigdy ani wielkich bogactw, ani wielkich zaszczytów, ale z rodu w ród służyła zawsze ojczyźnie wiernie, stając na wszelkie jej zawołanie. Pozostałe po nich pamiątki były jej historyą. W pamiątkach tych doczytać się można było i wojen i obrad, w których Wicze występowali zawsze osobiście, zawsze własnym sumptem, zawsze poczciwie, kładąc głowy, gdy któremu taki los padł. Ostatnim, który zginął pod Maciejowicami, był pan Józef ojciec pana Jana, który w tejże potrzebie ciężko raniony i jako umarły na pobojowisku zostawiony, wyleczył się, i bez prawej ręki powrócił pod strzechę rodzinną. Był to ostatni z rodziny Wiczów. Rodzina na nim gasła.
Pan Jan był pewny, że Opatrzność, która blisko przez cztery wieki Wiczami się opiekowała i tym razem nie dozwoli rodzinie wygasnąć. Niejednokrotnie bowiem już tak bywało, że w wojnach z Moskalami, Tatarami, Szwedami lub Kozakami wyginęli wszyscy Wicze, wyjąwszy jednego dziecka lub kaleki, z którego rozradzali się na nowo. Pewność jednakże go zawiodła. Powróciwszy, ożenił się i żona w pierwszym roku pożycia małżeńskiego powiła mu córkę. Było to na samym początku dziewietnastego wieku. We dwanaście lat później przyszło na świat drugie dziecko — i była to druga córka.
— To już i po Wiczach... — rzekł pan Jan i ręką machnął.
— Ha! niech się boża dzieje wola...
Stracił nadzieję mieć potomka płci męzkiej, a to dla tego, że czuł, iż sam już długo nie pociągnie.