Drugie Boże przykazanie : powieść cz. 1 (Jeż Teodor Tomasz)
Strona 68
— Naśmieliśmy się!.. Wesoło zbiegł nam czas!..
Piotr ramionami z indygnacyą ruszył i rzekł do ojca półgłosem:
— Mam z tatkiem coś do pomówienia... Zdaje się, że bawialny salon próżny...
Stary nic nie odpowiedziawszy, udał się do bawialnego pokoju i tam następującą, wręcz wypowiedzianą usłyszał od syna prośbę:
— Proszę pozwolić mi żenić się..
— Moje dziecko!.. — odparł pan Nepomucen. — Pozwalam... Żeń się... A z kim?..
— Z Rózią Wiczówną...
— I owszem.. Uczciwa dziewczyna, z zacnego domu... Tylko tam jest klauzula w testamencie: mąż młodszej córki obowiązuje się mieszkać w Poderniszkach i jest odpowiedzialny za pamiątki familijne... Czyś już po deklaracyi?..
— Nie... — odrzekł Piotr. — Chcę się oświadczyć dziś, i dlatego prosiłem tatka o pozwolenie...
— Oświadczaj się!.. I owszem... — odparł pan Nepomucen, dodając półżartem, usiadłszy na fotelu:
— Jeżeli zjesz harbuza, nie moja będzie wina...
Piotr się usmiechnął i zrobił giest taki, jakby powiedział:
— Zobaczymy...
— Chciałem po śniadaniu odjechać... — podchwycił pan Nepomucen. — Mnie staremu