Drugie Boże przykazanie : powieść cz. 1 (Jeż Teodor Tomasz)
Strona 60
rego domyślani się, że będę miał nie mały ambaras, jeżeli on poda skargę do gubernatora.
— O cóż poda?.. — zagabnął pan Nepomucen.
— A o też nieszczęsne zaręczyny...
— Co za zaręczyny?..
— To sąsiad dobrodziej o niczem nie wiesz?..
I opowiedział całe zajście.
— Dyabła sprawa!.. — rzekł pan Nepomucen. — Inaczej jej nie załagodzić, tylko pieniędzmi... Trzeba posłać po zasidatela...
— Posłałem już za nim w pogoń... Jeżeli nie wróci, będzie licho... Mam jednakże nadzieję, że to się da ułagodzić... Trzeba bowiem wiedzieć, że on się ma do Rózi Wiczówny...
Dla Piotra wiadomość ta była sztyletem w serce. Chrząknął, oczy mu się zaiskrzyły i nozdrza rozdęły. Taki rywal wydał się mu ciężką obrazą, dotykającą zarówno i jego samego i Rózię
Pan Baltazar ciągnął dalej:
— Więc, przez pewną względność w postępowaniu z nami zechce zaskarbić sobie jej względy... Trzeba tylko umieć utrzymać go zręcznie na wodzy...
— Trzeba temu raz tamę położyć... — przerwał Piotr. — Ja mu wybiję Rózię z głowy...
— O, młodzi! w gorącej wodzie kąpani!.. — podchwycił pan Baltazar — wam w głowie nic tylko wybijanie... Czyż myślicie, że