Drugie Boże przykazanie : powieść cz. 1 (Jeż Teodor Tomasz)
Strona 59
Piotr zrzucił futerko, zdjął berlacze i pozostał w granatowej, suto szamerowanej czamarce, z pod której wyglądała jednakże czarna kamizelka, spięta pod szyją brylantową wysokiej wartości spinką. Szczęście, że ta spinka nie wpadła w oko zasidatelowi! Jaką też on szkodę byłby sobie policzył!..
Pan Nepomucen nie pytał syna, gdzie i po co jeździł. Jednakże, czy to dla wybadania go ubocznie, czyli też — ot, tak — dla pogadania, zagaił rozmowę o balu, którą Piotr na samym wstępie przerwał zapytaniem:
— Czy sędzina Wiczowa z córkami przyjechała?
— Przyjechała... Zasidatel służył jej za przewodnika... i otworzył bal z Rózią...
Tu opowiedział historyę poloneza.
— I nikt go za kołnierz nie wyrzucił!.. — zawołał Piotr.
— I!.. — odparł stary. — Wywiązałaby się z tego awantura, a tak lepiej, że się bez tego obeszło. Rózia raka upiekła i na tem się skończyło...
Pan Nepomucen nic o zaręczynach nie wiedział. Po oddaleniu się dam, i on się oddalił i do pijatyki nic należał.
Piotr chciał coś ojcu odpowiedzieć, gdy nagle wszedł, a raczej wbiegł pan Baltazar z papierem w ręku. Minę miał zafrasowaną. Powitał ojca i syna i natychmiast przystąpił do wyłuszczenia znaczenia papieru.
— Otrzymałem od zasidatela list, z któ-