Drugie Boże przykazanie : powieść cz. 1 (Jeż Teodor Tomasz)
Strona 46
W 1830 roku, w okolicy Merecza, ta nuta miała jeszcze cały urok nowości. Gdy muzyka grzmiała, tancerze powtarzali sobie w duchu zwrotki starej piosenki — nucili myślą — a gdy przyklęknąć przed białogłowami wypadło, nie jednemu zawisły na języku końcowe jej wyrazy:

— "A już by i skała
Poruszyć się dała,
A pfe, mościa panno, być taką."

Zapewne, ciekawiście wiedzieć, łaskawi czytelnicy, co przez czas poloneza ze swoją figurą zrobił nasz zasidatel.
Jak tylko próg przekroczył pan Nepomucen z panią Baltazarową, zawołał:
— Aha?.. ot już idą...
I nastawił się tyłem do idących, myśląc napewne, że czoło polonezowego ordynku do niego przyszlusuje. Lecz pan Nepomucen wziął się na lewo, po za kolumny, po pod parapetowe drzwi i minął zasidatela, przez co zmusił go do przyczepienia się na samym ostatku, do ostatniej pary. Natychmiast potem nastąpiła odbijanka, która przez uszanowanie dla starszych rozpoczęła się od środka i Mikołaj Pawłowicz wypchnięty został z grona tańczących. Dodać winienem, że bronił swojej pary; ale kawaler, którego był zaplecznikiem, grzecznie mu wyperswadował, że inaczej być nie może. Ustąpił więc i tylko westchnieniem przeciwko zwyczajowi zaprotestował.