Drugie Boże przykazanie : powieść cz. 1 (Jeż Teodor Tomasz)
Strona 44
byście — przepraszam za wyrażenie — temu durniowi przebaczyli.
— Proszę o głos!.. — odezwał się wąsaty, przysadkowaty, jowialnej miny szlachcic z tłumu.
— Skończyłem... — odpowiedział pan Baltazar — Spodziewam się, mam pewną nadzieję, że jak na mnie jesteście łaskawi, iż uwzględnicie moją prośbę i zadość jej uczynicie...
— Popieram żądanie marszałka... — podchwycił pan Nepomucen Nuszkiewicz. Byłaby to niepotrzebna awantura, bez której lepiej się obejść. Zachowajmy się na nich w polu, kiedy im ostrem żelazem w oczy zaświecimy, a takiemu błaznowi dajmy pokój...
Ostatnie wyrazy pokrył okrzyk "wiwat!" Na wspomnienie ostrego żelaza, w zgromadzonych drgnęła żyłka, która Polakowi, nawet po herbacie krew grzeje. Po okrzyku, znów się łysy, przysadkowaty szlachcic odezwał:
— Proszę o głos!..
— Czuję się w obowiązku... — odparł pan Baltazar — wynurzyć moją głęboką wdzięczność, najprzód, szanownemu, zacnemu i przez wszystkich nas poważanemu i kochanemu marszałkowi Nuszkiewiczowi za wspaniałomyślne i łaskawe poparcie mojej prośby, a następnie wszystkim wobec i każdemu z osobna waszmościom dobrodziejom, co jesteście łaskawi zaszczycić mój dom swoją obecnością, za wysłuchanie takowej..