Drugie Boże przykazanie : powieść cz. 1 (Jeż Teodor Tomasz)
Strona 43
guzdrają... Potańcujemy sobie... Ja z panią będę przez całą noc tańcował... Lubi pani dobrodziejka tańcować?..
Rózia nie odpowiadała. Hilferding ciągnął dalej:
— O, bo co ja, to bardzo lubię, tylko nie poloneza, bo to czort znajet co za taniec... Tańcuję dla tego tylko, że kocham Polaków... bardzo kocham... że sam chcę Polakiem się zrobić...
Rózia prężyła paluszki i ciągnęła do siebie rękę.
— Czemu się panna szarpie?.. Ot nie widać jak przyjdą, tylko się tam wyguzdrają... Zwyczajnie starzy — u nich krew nie gorąca...
A tam tymczasem, w celu odwrócenia burzy, która zasidatelskiej groziła głowie, pan Baltazar perorował. Po prostu, chciano Mikołaja Pawłowicza na dwór wyrzucić. Pan Baltazar przeto stanął we drzwiach i w następujący przemówił sposób:
— Panowie dobrodzieje! — zwróćcie uwagę na to, że to cudzoziemiec. Nie można więc po nim wymagać znajomości naszych zwyczajów. Przeto zamiast go wyrzucać na dwór, lepiej mu przebaczyć. Niech go — przepraszam za wyrażenie — dyabli porwą, tem bardziej, że jemu to, jego trudom, odwadze i poświęceniu, zawdzięczamy obecność sędziny Wiczowej i zacnych jej córek. Więc ja, jako dzisiejszy solenizant i gospodarz domu, śmiem upraszać łaskawych na mnie panów dobrodziejów, aże-