Drugie Boże przykazanie : powieść cz. 1 (Jeż Teodor Tomasz)
Strona 39
IV.
Z uniesieniem w Wołczyku powitaną została sędzina i jej córki. Był to bowiem ze strony tych pań heroizm, w taką przyjechać zawieruchę. Sędzina osobno, panny każda osobno, po kilka razy powtarzać musiały opowiadanie o podróży, śród najtrudniejszych odbytej warunków. Opowiadały o Hilferdingu, o tem. jak on przewodniczył, jak, szukając zgubionej drogi, po pas brnął w śniegu, jak upadającą pań i furmanów podtrzymywał odwagę — i Hilferding urósł na bohatera.
— To chwat... — mówili mężczyźni.
— Poczciwy człowiek, choć zasidatel... — powiadały panie.
Wszyscy byli weseli, prócz starego eksmarszałka Nuszkiewicza, któremu raptem znikł syn. Pan Nepomucen był niespokojny, ale tego po sobie nie ukazywał — wstydziłby się bowiem wyznać przed ludźmi, że się niepokoił dla tego, iż nie wie co się z Piotrem stało. Gdyby się do tego przyznał, każdy by sobie pomyślał:
— Czemuż do Piotra nie trzyma niańki!.. Stary więc nic nie mówił, chociaż wolałby widzieć Piotra, którego zniknienie nie obeszło się bez pewnego w tem gronie wrażenia. Pan Piotr, pomiędzy okoliczną młodzieżą, był figurą zbyt wydatną, ażeby nieobecność jego nie dała się postrzedz. Zwłaszcza płeć nadobna: mamy, mające córki na wydaniu i panny, mające serduszka do oddania — oglądały się za nim po salonach. Te co przybyły przed zmrokiem, myślały sobie:
— Był... widziałam go... gdzie się podział?.. I gubiły się na manowcach domysłów,
okrytych jakąś tajemnicą, na tle której mglisto haftowały się różne awantury — rozumie się — romansowe. Dorodnych, a do tego bogatych i blaskiem wziętości otoczonych młodzieńców, chociażby najmniejsze, chociażby tylko z bolenia żołądka pochodzące tajemnice, w wyobraźni płci nadobnej układają się zawsze romansowo Cóż dopiero — takie tajemnicze przy wyciu wichrów zniknięcie!
— Tu był.. Tu go już nie ma!..