Drugie Boże przykazanie : powieść cz. 1 (Jeż Teodor Tomasz)
Strona 37
ną wyprawił stronę... Jeżeli się zapędzi na lewo, to trafi na Niemen, na prawo, na jeziora... Może w drodze znajdzie się dla niego jakie urwisko, albo oparzelisko, to śledztwo mnie nie minie, i choć jakąś część utraconej uratuję kwoty... EL jakoś to bedzie.. Pan Bóg o najlichszym nie zapomina robaczku, a miałby o Mikołaju Pawłowiczu zapomnieć?..
Przeżegnał się, jednym haustem kielich jałowcówki w gardło rzucił, skrzywił się, splunął, nalewkę pochwalił i wziął się do szczupaka, którego, jedząc powoli, zakrapiał wiszniakiem.
— Jej Bohu, dobrą masz wódkę, dobrego szczupaka i dobry wiszniak...
— To wszystko dlatego dobre, że wielmożny pan głodny...
— Oj, żem głodny to głodny... — podchwycił zasidatel. — Przygotowałem żołądek na marszałkowskie jedzenie...
— Tfu! — krzyknął nagle, przerywając sobie i odsuwając talerz i kieliszki. -Toż mnie przecie do Wołczyka trzeba jechać...
Dostał z kamizelki mały, cebulowatej formy srebrny zegarek i spojrzał na cyferblat.
— Pól do ósmej... jeszcze czas... Grysza!.. zapriagaj łoszadi!.. paskariej!..
Słyszeć się dało skrzypnięcie drzwi od nadworu i wraz z tem rozległ się niby wystrzał z pistoletu, na który Cezar z pod pieca skoczył, wystrzał się powtórzył i oznajmił jako palenie z bata.