Drugie Boże przykazanie : powieść cz. 1 (Jeż Teodor Tomasz)
Strona 32
— Zawieruszyła się nam gdzieś sędzina Wieżowa z córkami, więc ruszyłem na jej odszukanie i sprowadzenie do Wołczyka, gdzie brak tancerek...
— Byłem na śledztwie w Ociepieszkach i pospieszałem złożyć jaśnie wielmożnemu marszałkowi moje życzenia, lecz zawierucha mnie złapała i ledwie nieledwie mogłem się do Rzymu dobić... Chcę jeszcze trochę przeczekać, może wiatr ucichnie...
— Na to się jakoś nie zanosi... — odrzekł nowoprzybyły, otrzepując odzież ze śniegu. — Ciekawa jednakże rzecz, co się z sędziną stało... Musiała zbłądzić w półach pomiędzy podernickim a wołczyckim borem...
Stanął na środku izby, wziął się w boki, pochylił głowę i zamyślił się.
Przez ten czas Cezar z za pleców Piotra mrugnął na Hilferdinga, który wstał i do szynkownej wszedł izby.
— Co z nim zrobić?.. — zapytał żyd.
— Czy sam?.. — zapytał zasidatel.
— Sam... Przyjechał konno... Koń stoi uwiązany u słupa...
— Czort pabieri!.. — mruknął zasidatel i głęboko westchnął.
— Koń wart dwieście rubli... — rzekł żyd.
— Sobole najmniej trzysta rubli warte... — rzekł zasidatel.
— Musi być i zegarek...
— Muszą być i pieniądze coś warte i berlacze...