Drugie Boże przykazanie : powieść cz. 1 (Jeż Teodor Tomasz)
Strona 30
Tu się żyd zaciął, jakby się za język ugryzł.
— Co?.. — z iskrzącemi oczyma zapytał Mikołaj Pawłowicz.
Odpowiedź Cezara przerwało silne we drzwi stukanie, połączone z głośnem a niecierpliwem wołaniem:
— Otwórz!..
Głos wołającego był nieznany i miał akcent szlachecki. W akcencie tym brzmiał rozkaz.
— Kto tam u czorta? — zapytał półgłosem Cezara zasidatel.
Cezar ramionami ścisnął i do sieni wyszedł.
Wkrótce w sieniach słyszeć się dało zapytanie:
— Nie przejeżdżały tędy panie z Poderniszek?..
— Nie wiem... — była odpowiedź Cezara. — Zdaje się, że przejeżdżały... Parę godzin temu, nad wieczorem, bachury moje widziały sanie kryte i przysięgają się, że poznały i sanie i konie i Macieja furmana...
— Parę godzin temu?... nad wieczorem?.. — powtórzył głos pytający. — Czy z pewnością widziały?..
— Nu, ja nie wiem... ja nie ręczę... Tak mówią dzieci, ale mogą się mylić... Ja sam na oczy własne nie widziałem...
— Dzieci jednakże widziały?..
— Mówią, że widziały...
— Znająż one sanie, konie i ludzi z Poderniszek?..
— Nu, jakby znać nie miały!.. Ja u sędziny od dwudziestu kilku lat na arędzie siedzę, a pani i panny wszystkie moje bachory na rękach nosiły i wszystkie co szabas idą do dworu i przynoszą ztamtąd podarunki... A jak które zachoruje, to ja tylko dam znać a natychmiast pani sędzina albo która z panien z lekarstwami przyjeżdża...
— Więc bachury poznały?..
— Mówią, że poznały... Albo ja wiem!.. Ja nie ręczę... Dzieci zwykle, jak dzieci... Może się im wydało...
Zasidatel przysłuchiwał się pilnie tej rozmowie. Po kilku wymówionych przez nieznajomego wyrazach, oczy mu się zaiskrzyły i kułaki ścisnęły — i rzekł sam do siebie: