Drugie Boże przykazanie : powieść cz. 1 (Jeż Teodor Tomasz)
Strona 28
bię się Polakiem... Jeżeli Rózia dobra Polka, to coś jej przecie powinno na tem zależeć, ażeby ż takiego jak ja człowieka Polaka zrobić...
— Zapewne... — wsunął żyd.
— A! jej-Bohu!, byłbym Polakiem doskonałym — ciągnął dalej, nie zważając na ironiczny ton uwagi Cezara. — Bo, czyż to tak trudno!., zwłaszcza, gdybym został panem Poderniszek... Nie wielka to rzecz, ale, przecie... Starą-bym osadził na chlebie i wodzie. Frani dałbym nogą gdzieś, a tobie bym spuścił po rublu od konia...
Żyd nic na to nie odpowiedział.
— Słuchaj, Cezar... — podniesionym głosem ciągnął zasidatel. — Gdybyś ty pomógł mi dostać Rózię, to bym ci dwanaście koni bez okupu puścił...
— Nu, a jakże to pomódz?..
— Ciebie sędzina za uczciwego trzyma człowieka?
— Nu i cóż z tego?..
— Z tobą ona rada rozmawia?..
— Nu?..
— Mów-że ty jej, że nie ma stateczniejszego i lepszego człowieka nademnie... Powiedz jej, żeby mnie wzięła za zięcia... Powiedz jej, że chciałbym przestać być ruskim...
Cezar, zamiast odpowiedzi, począł sobie pod nosem, cichym półgłosem, majufes nucić.
— Cóż ty na to?..