Drugie Boże przykazanie : powieść cz. 1 (Jeż Teodor Tomasz)
Strona 21
ni. Do tego chlewu wchodziło się jak do piwnicy, a w tej piwnicy była ta szczególność, że kawałek ściany, wraz z polową żłobu otwierał się jak drzwi i prowadził do drugiej jeszcze głębiej wkopanej piwnicy, obszernej i mającej kształt podłużnego kwadratu, na którego dłuższych starannie ocembrowanych bokach umieszczone były żłoby i drabiny. Przy tych żłobach i drabinach można było wygodnie trzydzieści postawić koni. O tej jednak drugiej piwnicy, a raczej podziemnej stajni, wiedzieli nie wszyscy co tę karczmę znali, a do tych nie wszystkich należała najprzód pani Wiczowa, do której ona. jako do właścicielki gruntu, na którym była zbudowaną, należała. Takich nie wszystkich było bardzo dużo.
Sama karczma składała się z sieni i dwóch izb. Z tych, w pierwszej był szynk, w drugiej mieściła się liczna rodzina arendarza, w sile wieku żyda, którego pozór zapowiadał atletyczną siłę ciała, połączoną z wyrazem pewnej surowości i roztropności, rozlanym na jego twarzy. Żyd ten nosił szczególne nazwisko. Nie umiem powiedzieć, czy było prawdziwem, czyli też przybranem lub nadanem. Nazywano go Cezarem. Dla niego też to zapewne karczmę przezwano Rzymem. Okoliczna zaściankowa szlachta była głęboko przekonaną, że w tej to karczmie odbyła się ostatnia Twardowskiego z djabłem rozprawa.
Cezar od dwudziestu przeszło lat dzierżawił u pani Wiczowej Rzym i za jej wiado-