Drugie Boże przykazanie : powieść cz. 1 (Jeż Teodor Tomasz)
Strona 2
Mniejsza jednak o to — to jest — o te nazwiska i o te roty, które z Chrześcianizmu zrobiły przedmiot spekulacyi tem brudniejszej, że na prostem opartej oszustwie. Ani ja je sądzić będę, ani je myślę pod sąd czytelników oddawać. Na nie z sądem czeka Bóg, w oczach którego racja stanu nie jest żadną racją, ani zręczność zasługą.
Bywają jednak krzywoprzysięzcy mimowolni — smutni głupcy, albo smutniejsi jeszcze tchórze, nie wiedzący co czynią. Takimi byli owi, którzy na Zbrucz przysięgali. O takich opowiem wam łaskawi czytelnicy w powieści niniejszej — i oddam ich pod wasz sąd.
Biedna Polska nasza!...
Nie ulega najmniejszej wątpliwości, że, gdyby nie sąsiedzi, którymi Opatrzność Polskę obdarzyła, społeczność nasza uniknęłaby wielu wad i wielu występków, z których jedne zaszczepiła, drugie wywołała — niewola. Do tych ostatnich zaliczyć należy krzywoprzysięztwo. Krzywoprzysięgają nam — krzywoprzysięgamy my — i tak to się powtarza z roku na rok, przy każdej okazji, niby przypadłości choroby chronicznej, z któremi pacjent już się oswoił. Stało się to powszednim naszej niewoli chlebem. Karmimy się nim — dla miłego spokoju. Każą przysięgać — przy-