Drugie Boże przykazanie : powieść cz. 1 (Jeż Teodor Tomasz)
Strona 17
narkowy a gzymsy i pilastry biały. Ganek zdobiła kolumnada. Z ganku wchodziło się do dużej okrągłej sieni — z sieni do salonu, tak wielkiego jak rajtszula, z galeryą dla muzyki, z parapetowemi drzwiami na ogród i z dwoma rzędami kolumn, dzielących go na trzy części, środkową i dwie poboczne. Był to salon balowy. Do niego z jednej strony przytykał salon jadalny, z drugiej bawialny, a dalej szły różne, rozmaitej wielkości i nazwy pokoje, z których większa połowa przeznaczoną była dla gości, równie jak i obszerne oficyny, postawione obok dworu ze strony przeciwległej stajniom, mogącym koni sto z górą pomieścić.
Dwór wołczycki w każdej chwili przygotowany był na przyjęcie zgromadzenia licznego. Na Trzech Króli jednakże gotowość zwyczajna nie zawsze wystarczała. Dwór, pomimo obszerności swojej, nie mógł pomieścić wszystkich. Z tego powodu brano ku pomocy folwark i chałupy chłopskie, po których kwaterowano gości niby żołnierzy.
Goście zjeżdżali się zwykle od dwunastej do wieczora. Kto mieszkał bliżej, przyjeżdżał później, równo z podaniem świec. Kto mieszkał dalej, wybierał się z domu rano, ażeby w dłuższej podróży nie narazić się broń Boże na zadymkę, nie zmylić' drogi, i zamiast do Wołczyk Bóg wie gdzie? nie zajechać.