Drugie Boże przykazanie : powieść cz. 1 (Jeż Teodor Tomasz)
Strona 16
morzego Puszkiewicza, dwunastego do marszałkowstwa Trockich a po wybyciu w tem ostatniem miejscu czterodniówki, wszystko co żyło ciągnęło do Poderniszek na Petronelę i z Poderniszek dopiero rozjeżdżano się po domach. Majowi wtórował Styczeń, który rozpoczynał zapusty Baltazarem, imieninami pana Trockiego i wywoływał szereg kuligów, trwających jednym nieprzerwanym ciągiem aż do ostatniego wtorku,
O! bawiono się tam. Mieszkańce miast nie mają i mieć nie mogą o tych wiejskich zabawach wyobrażenia. Co tam za wesołość! — tem większa, że połączona z trudem podróży, z potrzebą przełamywania pewnych przeszkód.
Oj! byłoż wesoło.
Lecz zamiast bawić czytelnika ogólnikowym opisem, lepiej wprowadzę go na imieniny pana Baltazara do wołczyckiego dworu.
Dwór to był nie dworek — choć na Litwie, a z pałacowemi pretensyami. Znać było, że panu Baltazarowi nie obcym był wielki świat. Rzucało się to w oczy na sam widok zewnętrzności jego pomieszkania. Dom kryty blachą, a blacha pomalowana na czerwono. Nad dachem wznosiły się konduktory, a zamiast ostrzeszka szły do koła rynny, które deszczową wodę odprowadzały do zbudowanej na środku podwórza cysterny. Okna wielkie, sztukateryą ozdobione i w żaluzyę zamiast okiennic opatrzone. Ściany miały kolor ka-