Drugie Boże przykazanie : powieść cz. 1 (Jeż Teodor Tomasz)
Strona 14
Co robili inni, to robiła i ona, i nawet z większem niż inni umiarkowaniem, gdyż nie woziła córek ani do Wilna, ani do Grodna, ani — za granicę — do Suwałk. Wielkim światem dla panien Wiczówien był Merecz. Nie stroiła ich w kosztowne materye. Nie kupowała dla nich koczów i szorów. Panny nie znały zbytków. W płócienkowych lub wełnianych sukienkach, bryką na resorach odbywały wszystkie niedalekie podróże i wycieczki, i bawiły się doskonale. Bawiły się — to znaczy — bawiła się Rózia, a Frania jej asystowała.
Bawienie się to odbywało w kółku sąsiedzkiem, na które składało się dwanaście do mów starej szlachty. Każdy z tej szlachty, bądź w przeszłości, bądź obecnie piastował jakiś urząd, od zaufania współobywateli zależny. Byli pomiędzy nimi marszałkowie, prezesi, sędziowie, podsędkowie. Kilku z nich nosiło tytuły wojskowe pana majora i pana kapitana. Byli to wszystko ludzie poważni, dobrze urodzeni, possesyonaci, ojcowie rodzin, jedni starsi, drudzy młodsi. Najmłodszy liczył nie mniej jak czterdzieści pięć lat, najstarszy nie więcej jak lat sześćdziesiąt. Pierwszym był pan Baltazar Trocki, marszałek powiatowy, drugim pan Nepomucen Nuszkiewicz, były marszałek, niegdyś konfederat barski, następnie żołnierz Kościuszkowski, człowiek siwy, poważny i poważany. Ci dwaj wiedli w okolicy rej. Pan Baltazar miał reputacyę głębokiego polityka, pan Nepomucen uchodził za człowieka, o którym w średnich wiekach powiedzianoby sans peur ni reproche. Obadwa byli zamożni i gościnni. Około nich przeto obracał się ruch okolicy. Oni nadawali ton i akcent. Oprócz bowiem osobistej wewnętrznej wartości ważyli jeszcze i tem, że mieli koneksye, stosunki i koligacye rozgałęzione na całą Litwę, a nawet sięgające aż Petersburga, gdzie rodzony pana Baltazara brat był adwokatem, a pana Nepomucena synowiec