Drugie Boże przykazanie : powieść cz. 1 (Jeż Teodor Tomasz)
Strona 13
II.
Powieść tedy naszą rozpoczynają trzy kobiety, mieszkające w staroszlacheckiem litewskiem gnieździe, pełnem pamiątek i dziejowej świętości. Od gniazda wiał niby zapach tych kwiatów, z których pszczoły biorą miód i składają go w leśnych barciach, owych odwiecznych ulach, starszych niż wszystkie nowego wynalazku dzierżony i nie-dzierżony.. Wiało od niego wonią starości, nie zgrzybiałej jednakże, ani spruchniałej, może dla tego, że mieszkała w niem urocza a pełna życia i siły młodość. Ta młodość, otoczona pamiątkami narodowej przeszłości i oskrzydlona z jednej strony przez starą matkę z drugiej przez brzydką siostrę, stanowiła oś, około której obracał się żywot poderniskiego dworku. Wszystko było dla niej: i matka, rozpadająca się nad swojem złotem oczkiem, i siostra czuwająca nad nią jak nad skarbem, i stary dworek ze wszystkiemi swojemi pamiątkami, i Poderniszki niosące parę tysięcy rocznej intraty i goście i spacery, i wędrówki w celach nabożnych odprawiane, i wyprawy do sąsiadów na imieniny i huczne w Poderniszkach zjazdy w ostatnim dniu maja, w którym wypadały imieniny sędzinej. We wszystkich okazjach Rózia wysuwaną była naprzód, a matka i siostra obok niej grały rolę tła obrazu, na którym jej postać na pierwszym jaśniała planie.
Takie postępowanie bywa niekiedy naciąganem. Dzieje się to zazwyczaj wówczas, gdy matka usiłuje złapać dla córki kawalera. Pani Wiczowej jednakże bynajmniej o łapanie nie chodziło. Wysuwała Rózię naprzód, woziła ją po okolicy, pokazywała ludziom najprzód dla tego, że ją bardzo kochała, powtóre, trochę przez macierzyńską próżność, potrzecie dla tego, że zwyczaj nakazywał, mając córkę na wydaniu, trzymać — jak to się mówi — dom otwarty, po czwarte nakoniec dla tego, że tak robili inni. Sędzina nie chciała i nie mogła stanowić wyjątku.