Drugie Boże przykazanie : powieść cz. 1 (Jeż Teodor Tomasz)
Strona 11
Rozumie się, że nie sama sędzina tego wszystkiego uczyła, ale sama doglądała nauczyciela, który, przyjęty jeszcze przez nieboszczyka, zaczął i zakończył edukacyę Frani. Frania zaś uczyła Rózię.
Różnica wieku między siostrami była ogromna. Frania była już dojrzałą panną, kiedy Rózia dopiero się z pączka rozwijała. Zachodziła też ogromna pomiędzy niemi różnica piękności. Frania była brzydka, jak — jak to powiadają — grzech śmiertelny; Rózia miała wiele podobieństwa do hymonyma swego — królowej kwiatów, znajdującej się w pierwszej dobie rozkwitu. Siostry. rodzone tak podobne były do siebie, jak jesienna noc do majowego poranku. Jedna słuszna, chuda, długiego nosa, żółtawej cery, obsypana na twarzy śladami ospy naturalnej; druga średniego wzrostu, pulchniutka, czerstwa, rumiana, jasnooka. kształtna, gładkiego lica, bujnych, a jak len płowych i miękkich warkoczy, istna jagódka, bardzo ponętna i całością swojej postaci i każdym szczegółem wdzięków z osobna. Różniły się także jeszcze i temperamentem. Starsza była powolna, spokojna, myśląca; młodsza żywa i nawet trochę roztrzepana. Roztrzepania tej ostatniej było to zapewne powodem, że tak matka jak panna Franciszka, pomimo całego rozmysłu, z jakim jej wychowanie prowadziły, trochę ją zanadto pieściły — to jest, iż to pieszczenie bynajmniej dziewczynce nie szkodziło — czyniło ją tylko trochę roztrzepaną, z czem jej bardzo było do twarzy.