Drugie Boże przykazanie : powieść cz. 1 (Jeż Teodor Tomasz)
Strona 10
Pożył jeszcze lat parę i umarł, żałowany przez sąsiadów, opłakany przez włościan.. Na kamieniu grobowym kazał sobie wyryć napis:
"Tu leży ostatni Wicz."
Zakazał do nazwiska dodawać imię i tytuł, i wspominać datę urodzenia i zgonu.
Pani Wiczowa, albo raczej pani sędzina — tak ją bowiem tytułowano z powodu, że nieboszczyk przez parę trieniów piastował urząd sędziego — pozostała w pamiętnym 1815 r. wdową z dwiema córkami, z których starszej było Franciszka, młodszej Róża. Testamentem nieboszczyk zrobił ją dożywotniczką majątku i opiekunką dzieci.
— Rób z tem wszystkiem, co zechcesz — były jego w dniu skonu wyrazy — ja ci ufam nieograniczenie. Wychowuj córki po bożemu i po polsku... Szkoda że mi Bóg nie dał syna... Ha!... cóż robić!..
I zaiste — zaufanie, zacnego człowieka nie mogło być lepiej ulokowanem. Sędzina była kobietą zacną, wzorową Polką, dobrą żoną i pojmującą swoje powinności matką. Wychowanie dała córkom domowe. Frania i Rózia wzrastały i rozwijały się pod słomianą strzechą poderniskiego dworku, rozmiłowując się w domowem życiu i gospodarskich zajęciach. Nauk nie pobierały wysokich. Obce języki pozostały dla nich obcymi. Ale za to, oprócz katechizmu umiały doskonale czytać, pisać i rachować, znały na palcach jeografię powszechną i polską, historyę świętą, powszechną i polską, grały na fortepianie, śpiewały, tańczyły, umiały dobrze szyć i niezliczoną ilość robótek, i znały się się na wszystkich szczegółach kobiecego i niektórych męzkiego gospodarstwa.