Drugie Boże przykazanie : powieść cz. 1 (Jeż Teodor Tomasz)
(strona 1) " T. T. Jeż   DRUGIE BOŻE PRZYKAZANIE   Powieść     "Nie będziesz brał imienia Pana Boga twego nadaremno" Lwów Nakładem Księgarni H. Altenberga New York — The Polish Book Importing..."

(strona 2) " Mniejsza jednak o to — to jest — o te nazwiska i o te roty, które z Chrześcianizmu zrobiły przedmiot spekulacyi tem brudniejszej, że na prostem opartej oszustwie. Ani ja je sądzić będę, ani je myślę pod sąd czytelników oddawać...."

(strona 3) " sięgamy — dla czego? — bo każą — inaczej: dla uniknienia nieprzyjemności, jakieby na nas ściągnęło odwołanie się do zasad moralności, do drugiego Bożego przykazania, do komentarza, jakim to przykazanie Chrystus opatrzył. Że..."

(strona 4) " Nie pamiętam tych czasów, bom się urodził na rok przed śmiercią Aleksandra I. Dużo jednakże, zwłaszcza w dzieciństwie, nasłuchałem się o nich. Było w Polsce wesoło. Chłop chodził w jarzmie poddaństwa, pańszczyzna kwitła,..."

(strona 5) " Ale pytania te traktowano jak muchy jesienne. Odpędzano i zabijano. Konfederacja, powstanie, legjony, wojny — wszystko to minęło. "Ojczyzna minęła także." Dla niej było westchnienie — a westchnienie jest objawem miłości. Czyż tego..."

(strona 6) " Umarł Aleksander I, wstąpił na tron Mikołaj I. "Le roi est mort: vive le roi!" System się nie zmienił. Zmiana panowania uczuć się nie dała, zwłaszcza po zaściankach szlacheckich i po wioskach w głębi sosnowych ukrytych borów. Ta..."

(strona 7) " położona w Nadniemeńskiej okolicy, w niewielkim od Merecza oddaleniu. Wioska leżała prawdziwie po litewsku, okolona sosnowym borem, który z jednej strony przymykał pod same chałupy, z innych zaś odbiegał na d. ość znaczną..."

(strona 8) " niący się od dróg mniejszą ilością pni, ale za to większą nie wysychających nigdy kałuż, z których każda byłaby topieliskiem dla podróżnika, gdyby nie przezorność litewska, która je napełniła gałęziami i zarzuciła w..."

(strona 9) " Poderniszki były własnością Wiczów. Rodzina ta nie doszła nigdy ani wielkich bogactw, ani wielkich zaszczytów, ale z rodu w ród służyła zawsze ojczyźnie wiernie, stając na wszelkie jej zawołanie. Pozostałe po nich pamiątki były..."

(strona 10) " Pożył jeszcze lat parę i umarł, żałowany przez sąsiadów, opłakany przez włościan.. Na kamieniu grobowym kazał sobie wyryć napis: "Tu leży ostatni Wicz." Zakazał do nazwiska dodawać imię i tytuł, i wspominać datę urodzenia i..."

(strona 11) " Rozumie się, że nie sama sędzina tego wszystkiego uczyła, ale sama doglądała nauczyciela, który, przyjęty jeszcze przez nieboszczyka, zaczął i zakończył edukacyę Frani. Frania zaś uczyła Rózię. Różnica wieku między siostrami..."

(strona 12) " Stosunek do Rózi matki i starszej siostra, dla patrzącego z boku, wydawał się nieco dziwnym. Matka była względem niej jak babka, siostra jak matka. Obie żyły wyłącznie dla niej, do tego stopnia, że Franciszka skazała się dobrowolnie..."

(strona 13) " II. Powieść tedy naszą rozpoczynają trzy kobiety, mieszkające w staroszlacheckiem litewskiem gnieździe, pełnem pamiątek i dziejowej świętości. Od gniazda wiał niby zapach tych kwiatów, z których pszczoły biorą miód i..."

(strona 14) " Co robili inni, to robiła i ona, i nawet z większem niż inni umiarkowaniem, gdyż nie woziła córek ani do Wilna, ani do Grodna, ani — za granicę — do Suwałk. Wielkim światem dla panien Wiczówien był Merecz. Nie stroiła ich w..."

(strona 15) " wysokim w ministerstwie skarbu urzędnikiem. Obydwu ich tytułowano "panie marszałku:" my jednakże będziemy ich zwali po imieniu, dla uniknienia w powieści zamieszania. Pan Nepomucen mieszkał w Przetakach. pan Baltazar w Wołczyku. Przetaki,..."

(strona 16) " morzego Puszkiewicza, dwunastego do marszałkowstwa Trockich a po wybyciu w tem ostatniem miejscu czterodniówki, wszystko co żyło ciągnęło do Poderniszek na Petronelę i z Poderniszek dopiero rozjeżdżano się po domach. Majowi wtórował..."

(strona 17) " narkowy a gzymsy i pilastry biały. Ganek zdobiła kolumnada. Z ganku wchodziło się do dużej okrągłej sieni — z sieni do salonu, tak wielkiego jak rajtszula, z galeryą dla muzyki, z parapetowemi drzwiami na ogród i z dwoma rzędami..."

(strona 18) " W 1830 roku, jak w każdym, państwo Troccy w dniu Trzech Króli przyjmowali gości ze zwykłą, a ich dostojeństwu i towarzyskiemu położeniu odpowiednią uroczystością. Marszałek wygolony, bez wąsów w granatowym z błyszczącymi guzikami..."

(strona 19) " Litwini przedstawiają sobie zimę bardzo poetycznie. Wcielają ją w postać starca, trząsającego siwą brodą, i przez ogromne dmuchającego wąsiska. Trząsanie sprawia śnieg, dmuchanie zawieję. Mimochodem pozwolę sobie zrobić uwagę,..."

(strona 20) " i czapki, stawał na samej krawędzi, wyciągał szyję i niespokojnem okiem badał, niby marynarz, horyzont. I co kilka minut sam do siebie mówił: — To się nie uspokoi do jutra... Mój Boże! mój Boże!.. Jeżeli ona w tej chwili..."

(strona 21) " ni. Do tego chlewu wchodziło się jak do piwnicy, a w tej piwnicy była ta szczególność, że kawałek ściany, wraz z polową żłobu otwierał się jak drzwi i prowadził do drugiej jeszcze głębiej wkopanej piwnicy, obszernej i mającej..."

(strona 22) " mością szynkowa! gorzałką, a bez jej wiadomości handlował końmi kradzionymi. Głuche pory i bliskość granicy wielce temu handlowi sprzyjały. W dniu imienin pana Baltazara, nad wieczorem, kiedy zawierucha już się była rozhulała,..."

(strona 23) " liszku wódki zatrzymuje... Tem bardziej zatrzymałaby się dziś na taką pogodę... — To prawda.. — odrzekł człowiek w futrze, powoli wysiadł z sanek i poprzedzany przez Cezara, wszedł najprzód do szynkowej, następnie do izby..."

(strona 24) " — Złodziej, co świętuje i zimy się boi, złodziejem być nie wart... — rzekł dobitnie podróżny. Jabym ich wsiech w katorgu sukinych synów!.. — Po śniegu nie tak to łatwo, jak się zdaje... Można człowieka jak zająca..."

(strona 25) " III. Na dworze huczał, świstał i wył wicher, wydobywając z siebie tony żałosne i groźne. Tumany śniegu niosły się jak piasek na Sacharze i uderzając o okna, łopotały w szyby skrzydłem zmory. Przy cienkiej łojowej świeczce, w..."

(strona 26) " Złodziejstwo jest także rabunkiem, tylko zamaskowanym, i dlatego tem właściwszem dla ludzi, których głównem zadaniem jest szpiegostwo. Wykradanie pieniędzy ćwiczy w wykradaniu tajemnic. Pierwsze urzędnik zachowuje na własny, drugie..."

(strona 27) " — Już ona nie przyjedzie... Ktoby na taką zawieruchę jeździł... — Cóż to wielmożnemu zasidatelowi na na tem zależy, ażeby się pani sędziny w Rzymie doczekać?.. — — Nie o sędzinę mi chodzi!.. — odparł zasidatel żywo..."

(strona 28) " bię się Polakiem... Jeżeli Rózia dobra Polka, to coś jej przecie powinno na tem zależeć, ażeby ż takiego jak ja człowieka Polaka zrobić... — Zapewne... — wsunął żyd. — A! jej-Bohu!, byłbym Polakiem doskonałym —..."

(strona 29) " — Ja?.. na to?.. Ot, prawdę wielmożnemu panu powiem... Lepiej, niech się pan trzyma zasidatelstwa i koni kradzionych.. — Ty żyd, skatina!... — Krzyknął Mikołaj Pawłowic/. — Ja tiebia w dyby i w sud!.. Ty, sukinsyn, niczewo nie..."

(strona 30) " Tu się żyd zaciął, jakby się za język ugryzł. — Co?.. — z iskrzącemi oczyma zapytał Mikołaj Pawłowicz. Odpowiedź Cezara przerwało silne we drzwi stukanie, połączone z głośnem a niecierpliwem wołaniem: — Otwórz!.. Głos..."

(strona 31) " — Piotr Nuszkiewicz... Jaki go czort tu przyniósł?.. Co jemu do pani z Poderniszek?.. Czyżby?.. A tożby, gdyby on był sam jeden!.. Gdyby był moim współzawodnikiem, toż teraz mógłbym się go gładko pozbyć i na zamieć zwalić.. i..."

(strona 32) " — Zawieruszyła się nam gdzieś sędzina Wieżowa z córkami, więc ruszyłem na jej odszukanie i sprowadzenie do Wołczyka, gdzie brak tancerek... — Byłem na śledztwie w Ociepieszkach i pospieszałem złożyć jaśnie wielmożnemu..."

(strona 33) " — Coś warte i śledztwo... I spojrzeli sobie w oczy błyszczącymi w półcieniu oświeconej z alkierza izby wzrokami. — Trzeba Gryszę zbudzić... — odezwał się drżącym Mikołaj Pawłowicz głosem — jemu to nie pierwszy raz......"

(strona 34) " — Cóż ty tam szwargoczesz, jewreju przeklęty!.. — zawołał rozwścieklony przestrzegacz publicznego porządku. Otworzyłeś klatkę i wypuściłeś ptaszka, który sam w nienastawiony wlazł samotrzasku. Żyd za całą odpowiedź..."

(strona 35) " Resztę tej skargi żalu dokończył giestem. Dłonią po dłoni musnął, prawą rękę wyciągnął i machnął nią w powietrzu. — Ale... o!., człek przez całe życie się uczy i w końcu durniem umiera... Gdyby się druga taka trafiła..."

(strona 36) " Grysza na pięcie się zwrócił i znikł w cieniu szynkownej izby. Hilferding posłał za nim jeden z tych duserów, których język nasz, pomimo tak długiego o rossyjski ocierania się, sobie nie przyswoił, i zapewne nigdy nie przyswoi. —..."

(strona 37) " ną wyprawił stronę... Jeżeli się zapędzi na lewo, to trafi na Niemen, na prawo, na jeziora... Może w drodze znajdzie się dla niego jakie urwisko, albo oparzelisko, to śledztwo mnie nie minie, i choć jakąś część utraconej uratuję..."

(strona 38) " — Ktoś przyjechał.. — zawołał Hilferding. — Cezar!.. — huknął głos z nadworu. — To Szymon, lokaj z Poderniszek... Pani jedzie do Wołczyka... — rzekł prędko arendarz i chwytając za latarnię, wybiegł z karczmy. Za nim z..."

(strona 39) " IV. Z uniesieniem w Wołczyku powitaną została sędzina i jej córki. Był to bowiem ze strony tych pań heroizm, w taką przyjechać zawieruchę. Sędzina osobno, panny każda osobno, po kilka razy powtarzać musiały opowiadanie o..."

(strona 40) " Panienki rzucały z pod oka wzrokiem na wstrząsane wiatrem i bite śniegiem szyby. Za szybami było ciemno, straszno, okropnie. W tej otchłani przerażającej ciemności utonął pan Piotr. Na tę myśl serduszko każdej panienki niespokojnie..."

(strona 41) " giętym stole. Pomiędzy samowarami, symetrycznie rozstawione leżały stosami wędliny, ciastka, bułki, pokrajany w kromki chleb, maselniczki ze świeżem masłem, garnuszki ze śmietanką, flaszki z arakiem, sery, serki, konfitury, smażone w..."

(strona 42) " niejszą obywatelką. W pierwszej parze poloneza powinien był wystąpić eksmarszałek, pan Nepomucen Nuszkiewicz, z marszałkową, gospodynią domu, panią Baltazarową Trocką. I już pan Nepomucen gładził siwe wąsy i wyloty od kontusza..."

(strona 43) " guzdrają... Potańcujemy sobie... Ja z panią będę przez całą noc tańcował... Lubi pani dobrodziejka tańcować?.. Rózia nie odpowiadała. Hilferding ciągnął dalej: — O, bo co ja, to bardzo lubię, tylko nie poloneza, bo to czort..."

(strona 44) " byście — przepraszam za wyrażenie — temu durniowi przebaczyli. — Proszę o głos!.. — odezwał się wąsaty, przysadkowaty, jowialnej miny szlachcic z tłumu. — Skończyłem... — odpowiedział pan Baltazar — Spodziewam się, mam..."

(strona 45) " — Tylko bez awantury... — podniesionym głosem prosił marszałek. — Bez najmniejszej... — odpowiedział łysy szlachcic, którego tytułowano kapitanem. — Zapomnijmy o tem co się stało, i hejże dalej w tany!.. Niech orkiestra nie..."

(strona 46) " W 1830 roku, w okolicy Merecza, ta nuta miała jeszcze cały urok nowości. Gdy muzyka grzmiała, tancerze powtarzali sobie w duchu zwrotki starej piosenki — nucili myślą — a gdy przyklęknąć przed białogłowami wypadło, nie jednemu..."

(strona 47) " — Czego wzdychasz, panie zasidatelu?.. — odezwał się głos tuż przy nim. Mikołaj Pawłowicz zwrócił oczy i ujrzał obok siebie łysego szlachcica z tabakierką w ręku. — Czego wzdychasz?.. — powtórzył szlachcic zapytanie. —..."

(strona 48) " urzędnik śmiesznie by wyglądał podskakując jak fryga... — Doprawdy?.. — zapytał Mikołaj Pawłowicz ze zdziwieniem. — Niech mnie dunder świśnie, jeżeli nie prawda... — odpowiedział szlachcic. — Gdzież tobie tańczyć!.,..."

(strona 49) " taką pyszną jak owa, której opisanie zrobił śpiewak Pana Tadeusza. Już bo nie te były czasy. Francuzczyzna zmodyfikowała zwyczaje, zwłaszcza po domach tak zamożnych, jak pana Baltazara. Misterne blaszki zastąpiły staroświecką..."

(strona 50) " V. Czyście kochali? Do tego zapytania ściągają się pytania Słowackiego. — Czyście żegnali? bluźnili? włos rwali? Traciliście ducha? wymowę? kolory? Z paszportem pugilares? i t. d. A tych pytań komentarzem jest następujące..."

(strona 51) " Piotr przed paru laty ukończył wileński uniwersytet. Czego się uczył, umiał gruntownie, a przytem był doskonałym fechmistrzem, strzelcem i jeźdzcem, sypiał na twardej pościeli, Żywił się lada czem, był silny i wytrzymywał trudy,..."

(strona 52) " głosów ludzkich, skrzypienia sani, prychania lub rżenia koni, albo też palenia z bata. Wytężał więc słuch i krążył w zygzaki po błędnych drogach, na które go podstęp Cezara rzucił. Kasztan w niektórych miejscach zapadał w..."

(strona 53) " rzam, rezultat był pocieszającym, ale nie dla rozkochanego. Piotr wolałby inny, lecz rady nato nie było żadnej. Jedyne co pozostawało, to — wracać. Kto inny na miejscu Piotra kląłby i gniewał się. On poprostu konia zawrócił i..."

(strona 54) " — Ot tak, po prostu... służyłem paniom z Poderniszek za przewodnika w czasie zawieruchy... Cóż ja się namęczył! ha-hal Rozjechali się: Piotr do dworu, zasidatel ze dworu. Jedenasta godzina była chwilą, w której goście zaczynali..."

(strona 55) " gląda i uśmiecha się. Widzi jakieś przed oficynami zaprzężone sanki. — Ktoś odjeżdża... Któż to odjeżdża?.. Jak można odjeżdżać, nie wysiedziawszy w Wołczyku przez trzy dni?.. Takie się jej myśli po głowie plątały...."

(strona 56) " Zajrzyjmyż teraz na stronę męzką. Tam siana w bród, a na sianie kobierce, a na kobiercach pościel, a na pościeli szlachta pokotem. Pobudzili się, wyciągają się i lulki pozakurzali. Kurzą, sinawy dym wzbija się pod sufit i układa w..."

(strona 57) " — Zły, czy nie zły? to mi tam wszystko jedno, ale on... nie daruje swego... — No, cóż zrobi!.. — Gotów się o Lotkę upomnieć... Szkoda charcicy... Młodzież huknęła choralnym śmiechem, swat zachował minę seryo. — Ot, nie..."

(strona 58) " wiedzią na tę propozycyę. Natychmiast rozpoczęła się gra, w której łysy szlachcic był snadź wyćwiczony, bo kiedy rzadko któremu udało się stawkę wygrać, on giął parole i parę razy zabrał pulę. Radość i śmiechy..."

(strona 59) " Piotr zrzucił futerko, zdjął berlacze i pozostał w granatowej, suto szamerowanej czamarce, z pod której wyglądała jednakże czarna kamizelka, spięta pod szyją brylantową wysokiej wartości spinką. Szczęście, że ta spinka nie wpadła..."

(strona 60) " rego domyślani się, że będę miał nie mały ambaras, jeżeli on poda skargę do gubernatora. — O cóż poda?.. — zagabnął pan Nepomucen. — A o też nieszczęsne zaręczyny... — Co za zaręczyny?.. — To sąsiad dobrodziej o..."

(strona 61) " wybijaniem, coś wybijecie?.. "Czeszy didk'a z ridka, jak powiadają na Rusi... Trzeba ich ugłaskać, uśpić i... — Wykpić u nich Polskę?... — dokończył Piotr, lekko zakrawającym na szyderstwo tonem. — Ten system ma jedną..."

(strona 62) " lat na podochocenie, i kończył wyrażeniem mocnej nadziei, iż zasidatel żart weźmie jako żart i uwzględni jego, jako gospodarza domu, przeprosiny tem ważniejsze, że wypowiedziane w obecności tak zacnych obywateli, jakimi są powszechnie..."

(strona 63) " uśmiechem — taka sztuczka pachnie dla jednych katorgą, dla drugich posieleniem... — Ależ ja przepraszam... — przerwał pan Baltazar. — Ta!.. — odparł zasidatel. — Nie mnie tu już przepraszać należy... — Ależ... — znów..."

(strona 64) " łem... Trzymam się wczorajszego.. Straciłem tysiąc rubli... Więc mi je oddacie, panie marszałku... Pan Baltazar chrząknął, zakaszlał i odpowiedział: — Dobrze... — To pierwszy warunek... Drugi bardzo lekki... Jaśnie wielmożny..."

(strona 65) " VI. Siódmego Stycznia 1830 roku, o godzinie czwartej po południu, w Wilnie, odbywało się zgromadzenie młodzieży uniwersyteckiej. Miejscem zgromadzenia była obszerna sala, wyglądająca z pozoru jak klasa, gdyż po środku ściany..."

(strona 66) " Było to posiedzenie przyzwoite i zacne i dlatego właśnie zabronione. A że było zabronionem, więc jądrem onego stała się polityka i to jądro stanowiło pewien rodzaj ram patryotycznych, w których nie mogło pomieścić się nic innego,..."

(strona 67) " Gdyby wyjechał o południu, to musiałby się bardzo spieszyć, ażeby na ósmą stanąć w Wilnie. Lecz on o tej porze wyjechać nie mógł. Kasztan był zanadto zmachany. Gdy Piotr wyszedł z pokoju, w którym Pan Baltazar pozostał sam na sam..."

(strona 68) " — Naśmieliśmy się!.. Wesoło zbiegł nam czas!.. Piotr ramionami z indygnacyą ruszył i rzekł do ojca półgłosem: — Mam z tatkiem coś do pomówienia... Zdaje się, że bawialny salon próżny... Stary nic nie odpowiedziawszy, udał..."

(strona 69) " ciężko przez dwa dni z rzędu balować; ale, jak widzę, będę musiał zostać... — Bynajmniej... — odparł Piotr. — Ja także o drugiej wyjadę, więc przed drugą muszę skończyć.. Ten tam... zasidatel zmusił mnie do pośpiechu......"

(strona 70) " — Doskonale... A panu marszałkowi?.. — Wybornie... — Czemuż to pan Piotr nie raczył przyjechać wczoraj?.. — Przyjechałem, ale... Tu się zaciął, bo nie chciał, wyznawszy istotną przyczynę nocnej wyprawy, postawić obok..."

(strona 71) " — Pani!.. — zawołał Piotr i w rękę ją pocałował. — Będę się starała, żebyś pan był ze mnie kontent... A będąc już na progu, odwróciła się, i dodała: — O! bo mi bardzo o to chodzi, żeby nie kto inny, tylko pan..."

(strona 72) " Rózinej rączki i pociągnął ją przed ojca, i z nią razem przed nim ukląkł. Pan Nepomucen udzielił im ojcowskiego błogosławieństwa ze łzami w oczach. Na to weszła pani Baltazarowa. Sprawa wytoczyła się przed nią. Poczęli..."

(strona 73) " — Jakto?., pan odjeżdża?.. — Muszę... Jutro powrócę... wprost do Poderniszek... wieczorem... Bądź zdrowa... moja Róziu... mój aniele... mój skarbie... I w rączkę całował. Rózi chciało się płakać. Myślała, że go,..."

(strona 74) " VII. Do przebycia czternasto-milowej przestrzeni miał Piotr przed sobą godzin pięć i pół — to jest, dwadzieścia trzy minuty z czemś na milę, rozumie się, polską — to jest nie miał ani chwilki czasu do stracenia. Jednakże, z..."

(strona 75) " Pogłaskał kasztana po grzywie i dłonią go po karku poklepał. Przed karczmą zeskoczył z siodła i w jedno z okien zapukał. W pukaniu tem znać było umówiony z góry sposób. Powtórzył je z pewnemi przestankami pięć razy i odstąpił..."